sobota, 22 lutego 2014

ROZDZIAŁ 9

- Dobrze. Na dzisiaj koniec. Byliście świetni – powiedział Paul menażer chłopaków. – a mi miło było znów was zobaczyć. – mówiąc to zwrócił się w moim i Jade kierunku.
- Nam również.- odpowiedziałam.
- To widzimy się za tydzień . – powiedział po czym udaliśmy się do wyjścia.
Pożegnaliśmy   dość dziwną ze zmiennymi humorkami recepcjonistkę i wyszliśmy na deszcz.
- Może pójdziemy do Nados ? – zapytał Niall. No tak powinnam się tego spodziewać.
- Czemu nie też zgłodniałem.- powiedział Harry.
- Czyli kierunek Nados.- podsumował Liam.   W dość szybkim tempie doszliśmy do ulubionej restauracji Horana. Zamówiliśmy swoje jedzenie i usiedliśmy do jednego z niewielu wolnych stolików.
- Macie dziewczyny jakieś plany na weekend ? – zapytał po chwili Malik.
- Chyba nie…- powiedziałam patrząc na Jade.
- Raczej nie …- odpowiedziała zaraz po mnie.
- A co byście powiedziały na mały wyjazd nad jezioro pod namioty ?- zaproponował Liam.
- Świetny pomysł- powiedziała Swan.
- Zgadzam się z Jade- powiedziałam.
- Czyli ustalone. – podsumował Harry.
- Dokładnie. – powiedział Nialler. Po niezwykle długiej chwili oczekiwania kelnerka przyniosła nam nasze zamówienia.
- Niall… Ty to wszystko zjesz ? – wykrztusiłam z siebie  widząc porcję jedzenia jaką zamówił.  To chyba by starczyło dla armii.
- No…a nie wierzysz ? – zapytał z błyskiem w oku i tajemniczym uśmiechem.
- Przecież  my wszyscy razem byśmy tego nie zjedli.- dołączyła się panna Swan.
- No wiecie… dzisiaj zamówił stosunkowo mało..- zaśmiał się Tommo.  Żebyście widzieli nasze miny. Zapewne były bezcenne. No cóż….to był dla nas szok.. Po zjedzonym obiedzie postanowiliśmy wrócić do domu.  Wsiedliśmy do busa chłopaków i ruszyliśmy w stronę naszych mieszkań. W sumie droga minęła nam bardzo szybko i zanim się obejrzeliśmy już byliśmy na miejscu.   Wraz z moją przyjaciółką pożegnałyśmy się z chłopcami i wysiadłyśmy z auta.  Weszłyśmy do naszego domu i od razu udałam się do swojego pokoju.  Rzuciłam się na łóżko i głęboko westchnęłam. Bardzo się cieszę, że pojedziemy z chłopcami pod namioty. Niestety to ostatni wspólny weekend z nimi, ponieważ później mają dwutygodniową trasę koncertową. No cóż w końcu to ich praca. Nie mam ochoty się z nimi rozstawać, ale trudno. Jakoś będziemy musiały to przeżyć z Jade. Dobrze, że przynajmniej ona zostaje na miejscu.  Po kilkuminutowym leżeniu i rozmyślaniu , leniwie oparłam się o łokcie i sprawdziłam godzinę w telefonie. Dochodziła 17, trochę długo tu leżałam. Heh, ja to jak zwykle mam wyczucie czasu.  W końcu podniosłam się i wyszłam z sypialni. Skierowałam się schodami prosto do kuchni. Na dole było cicho jak makiem zasiał. Ani żywej duszy. Weszłam do pomieszczenia i sięgnęłam do lodówki po mój ulubiony sok pomarańczowy.  Nalałam sobie pełną szklankę i od razu upiłam kilka sporych łyków. Zauważyłam małą różową karteczkę, leżącą na blacie. Bez zastanowienia sięgnęłam po nią i zatopiłam się w jej  treści. Okazało się , że panna Swan wyszła  do kina wraz z Li. To dlatego jest tak cicho.  Hmmm.. co ja teraz będę robić.  W końcu mój wybór padł na telewizor. Wygodnie rozsiadłam się na kanapie i zaczęłam po kolei przełączać programy. Nie było nic ciekawego. Po kilku minutach zostawiłam na jakimś serialu. Nawet nie wiem w którym momencie usnęłam. Obudził mnie natrętny dzwonek w telefonie. Sięgnęłam ręką na przezroczysty, szklany stolik, gdzie spoczywał mój iPhone. Nie patrząc nawet kto dzwoni odebrałam połączenie.
- Halo ?- powiedziałam do mojego rozmówcy.
- Hej, co robisz ? – usłyszałam dobrze mi znany męski głos.
- Hej, właśnie mnie obudziłeś, ale pomijając to, to się nudzę. – odpowiedziałam i przeniosłam się do pozycji siedzącej, po czym wyłączyłam ciągle grający telewizor. 
- To może gdzieś wyjdziemy ? – zapytał.
- Okey, pójdę się tylko przebrać. Do zobaczenia- powiedziałam i zakończyłam połączenie. Wstałam z kanapy i udałam się do swojego pokoju.  Ubrałam brzoskwiniowe rurki, kremową koszulę i  bordowe, wysokie convers’y.  Kilka razy przejrzałam się w lustrze, zabrałam telefon wraz z szarą torbą i zeszłam po schodach na dół. Akurat przemierzając ostanie stopni usłyszałam dzwonek do drzwi. Uśmiechnęłam się pod nosem i poszłam otworzyć.
- Hej- powiedziałam do szatyna stojącego prze de mną z śliczną czerwoną różą.
- Hej- powiedział i musnął moje usta.- to dla ciebie- podał mi pięknego kwiatka.
- Dziękuję. Jesteś kochany. – odpowiedziałam wpuszczając chłopaka do salonu.
- To gdzie idziemy ? – zapytałam, wkładając kwiata do białego wazonu. Spojrzałam w stronę Tomlinsona, który zawzięcie o czymś myślał. Usiadłam koło niego na kanapie i spojrzałam wyczekująco. 
- Może pójdziemy…..  nad Tamizę ? – zaproponował.
- Świetny pomysł. – odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy.   Wstaliśmy z kanapy, zamknęłam za nami drzwi i spacerkiem udaliśmy się nad rzekę.  
- To o której mamy się jutro u was stawić ? – zapytałam i spojrzałam na chłopaka.
- O 20 zaczyna się impreza. – odpowiedział.
- Będzie dużo ludzi ?- zapytałam ponownie.
- Troszkę.- zaśmiał się- nie masz się czym martwić. – powiedział i ucałował mnie w policzek. Po kilku minutowym marszu dotarliśmy do celu. Oparłam się o barierkę i spojrzałam w wodę.  Zdążyło się już ściemnić   więc oświetlały nas tylko latarnie i okoliczne  tabliczki neonowe.
- Ale tu jest pięknie- powiedziałam rozmarzonym głosem i przymknęłam oczy. Poczułam lekki powiew wiatru na twarzy.
- Taaak- odpowiedział Lou z uśmiechem. Otworzyłam oczy i odwróciłam się twarzą do szatyna .
- Co ja bez ciebie zrobię przez te dwa tygodnie. ?- zapytałam ze smutkiem.
- Ej, uśmiechnij się. – powiedział i mnie objął.- damy radę.- dodał po chwili. – to tylko dwa tygodnie.
- To Aż dwa tygodnie. – zaśmiałam się a  Louis wraz ze mną.  
- Masz rację, ale będziemy codziennie gadać, więc nie będzie tak źle. – powiedział z uśmiechem. – Wracamy ? – zapytał i podał mi swoją bluzę którą natychmiast założyłam.
 Pokiwałam  twierdząco głową i ruszyliśmy w kierunku skąd przyszliśmy.  Droga powrotna zajęła nam trochę czasu, przez nasze częste wygłupy. Z tym chłopakiem u boku nie da się normalnie funkcjonować. Po jakiś  dwóch godzinach dotarliśmy pod mój dom. Z niechęcią się pożegnaliśmy i weszłam do domu. Mojej przyjaciółki jeszcze nie było. Spojrzałam na godzinę. Dochodziła  24. Trochę nam ten spacer zszedł. No tak, jak jesteś w dobrym towarzystwie to czas leci niezwykle szybko.  Po chwili poszłam do swojego pokoju. Wzięłam gorącą kąpiel, ubrałam swoją prowizoryczna piżamę, czyli  krótkie dresowe  spodenki i biały top.  Po chwili już opatulona kołdrą udałam się do krainy morfeusza…

                                                                                   *
Obudził mnie dzwoniący telefon.  Zaczęłam szukać go wśród pościeli, aż w końcu natrafiłam na owy przedmiot. Jednym, zwinnym ruchem odebrałam połączenie.
-Halo ?- powiedziałam zaspanym głosem do słuchawki.
- Hej, słońce.  – usłyszałam rozweselony głos mojej rodzicielki.
- Hej, mamo. Czemu budzisz mnie w środku nocy ?- zapytałam i spojrzałam na budzik. Wskazywał 6 rano.
- Oj,. Przepraszam, zapomniałam o strefach czasowych – zaśmiała się.
- Oh, nic się nie stało. – odpowiedziałam i podniosłam się  do pozycji siedzącej.
- Co tam u was ?- zapytałam/
- A wszystko dobrze. Lepiej opowiadaj mi co to za młodzieniec z którym się spotykasz- zagaiła.
- Ahhh już wiecie ?- zapytałam.
- Trudno,. Żebyśmy o tym nie słyszeli.- powiedziała.
- A więc….- zaczęłam opowiadać o tym jak się poznaliśmy do teraz. Moja mama bardzo się ucieszyła, że w końcu sobie kogoś znalazłam. W dodatku zaraz po trasie Louis’a zaprosiła nas do Polski. Po dość długiej rozmowie z rodzicielką  poszłam do łazienki. Wykonałam codzienną toaletę i poszłam się ubrać. Ponieważ nie miałam  w planach nigdzie wychodzić aż do imprezy Liam’a założyłam bordowe dresy,  liliowy top, a na to troszkę za dużą dresową bluzę.  Zabrałam swojego iPhona i zeszłam na dół. Przechodząc obok pokoju Jade, dało się usłyszeć pochrapywanie. Ahh ta zwariowana Jade.  Poszłam do kuchni i wstawiłam wodę na kawę.   Usiadłam na blacie kuchennym i zaczęłam bawić się telefonem. Po chwili rozległ się dźwięk gotującej się wody. Natychmiast zalałam sobie kawę. Wraz z parującym kubkiem  poszłam do salonu gdzie włączyłam telewizor na jakimś programie śniadaniowym. Zamiast skupić się na oglądanym kanale myślami odbiegałam daleko stąd.  Po dwóch kawach później do salonu zawitała moja zaspana  współlokatorka.
- Hej- powiedziałam. – co zjesz  na śniadanie?- zapytałam.
- Hmmm, cokolwiek.- odparła i usiadła na blacie w kuchni. Ja zabrałam się za robienie kolorowych kanapek.
- Masz co założyć na urodziny Payn’a ?- zapytałam krojąc chleb.
- Tak, byłam ostatnio z nim na zakupach. A ty ?- zapytała.
- Tak. Lou mi znalazł idealną. – odparłam z uśmiechem.
- A na którą w ogóle mamy iść. ?
- Na 20 – odpowiedziałam.-mamy jeszcze trochę czasu. Jest dopiero 13.05.
- Ołłłłłł długo mi się pospało.- zaśmiała się brunetka.

- Wolę nie wiedzieć co zrobiliście.- zaśmiałam się.  Położyłam gotowe śniadanie na stole i od razu się na nie rzuciłyśmy. Teraz mogłyśmy zobaczyć jak bardzo doskwierał nam głód….

-----------------------------------------------
Heeeeeej ;-)
Przybywam dzisiaj z nowym rozdziałem. Chyba nie wyszedł najgorzej, ale ocencie sami. ;-)
Nie jestem w stanie teraz  wam powiedzieć czy rozdział pojawi się za tydzień w weekend, ponieważ jadę na szkolenie, więc sami rozumiecie. ;-) Postaram się zrobić wszystko co w mojej mocy, aby pojawił się jak najszybciej.
;-D Proszę komentujcie, bo to bardzo motywuje do dalszego pisania i powoduje szeroki uśmiech na mojej twarzy. ;-)
Wysztarczy, że  napiszecie jeden wyraz, a dla mnie to wiele znaczy. ;-) Do następnego, buziaczki Kate. 
;-D

piątek, 14 lutego 2014

ROZDZIAŁ 8

- Lou, zaczekasz w samochodzie, musze jeszcze iść na chwilkę? – zapytałam chłopaka.
- Jasne- musnął moje usta  i poszedł do auta. Ja w tym czasie cofnęłam się do biura mojego szefa. Stanęłam pod drzwiami i po chwili niepewnie zapukałam.
-Proszę….- usłyszałam i zniknęłam za sosnowymi drzwiami……

- Już jestem. Coś się stało, że chciałeś mnie widzieć ? – zapytałam i usiadłam po drugiej stronie biurka na brązowym skórzanym fotelu.  Spojrzał na mnie uważnie- Mam się bać ?- zaśmiałam się, a Martin wraz ze mną.
- Nie.. nie musisz. Chciałem z tobą porozmawiać. – powiedział spokojnie.
 - Uffff- odetchnęłam z ulgą, już myślałam, że coś się stało.
- Ty i  ten… ymmm coś chyba na L…- zaczął się drapać po głowie.
- Louis.- podpowiedziałam z uśmiechem.
-  Miałem to na końcu języka.- zaśmiał się.- to wy jesteście razem ?- zapytał i spojrzał na mnie uważnie.
- Taaak- odpowiedziałam.
- Kate, nie chcę żebyś coś sobie pomyślała, ale znam wielu takich jak on, i nie chcę, żebyś potem cierpiała. – powiedział z wyczuwalną troską w głosie.
- Martin, nie martw się. Jestem dużą dziewczynką. Poradzę sobie. Po za tym Lou jest inny. – powiedziałam i uśmiechnęłam się szeroko.
- Mam  nadzieję, że masz rację.- oboje się zaśmialiśmy.- To życzę szczęścia. – dodał z uśmiechem, po czym wstał i mocno mnie uściskał.
- A już myślałam, że chcesz mnie zwolnić, czy coś – powiedziałam.
- Nie mógłbym zwolnić  najlepszej tancerki w moim studiu.- powiedział po czym szeroko się do mnie uśmiechnął. – a może chciałabyś poprowadzić własne zajęcia ?
- Hmmm ? Całkiem kusząca propozycja. Jeszcze o tym pomyślę i później dam ci odpowiedź. – powiedziałam.
- Dobra, nie zatrzymuję cię dłużej, bo twój chłopak, zapewne na  ciebie czeka . – zaśmiał się i odprowadził mnie do drzwi.
- Byee dobranoc. – pożegnałam mężczyznę i skierowałam się do wyjścia z budynku.  Przekraczając drzwi wyjściowe uderzył mnie ciepły podmuch wiatru.  Z daleka zobaczyłam szatyna opierającego się o maskę samochodu i patrzącego w przestrzeń. Postanowiłam zakraść się od tyłu do chłopaka.   Cichutko zbliżyłam się do samochodu.
- Co taki przystojny chłopak robi tutaj sam ?- zapytałam, z uśmiechem wymalowanym na twarzy.  Tommo natychmiast się odwrócił w moja stronę i natychmiast z uśmiechem przybliżył się do mnie i objął w pasie.
- Czeka na swoją piękną dziewczynę- powiedział po czym musnął moje usta. Od razu pogłębiłam pocałunek, co chłopakowi bardzo się spodobało.
- Wracajmy, jestem strasznie zmęczona. – jęknęłam po czym równocześnie wsiedliśmy do samochodu.  Po chwili już byliśmy w drodze do domu.  
- Coś, się stało, że Martin chciał z tobą rozmawiać ? – zapytał po chwili ciszy.
- Nie, chciał tylko o cos zapytać. – powiedziałam. – A i zaproponował mi prowadzenie własnych zajęć.!
- To super ! Zgodziłaś się no nie ?- zapytał z uśmiechem.
- Powiedziałam, że pomyślę i w najbliższym czasie mu powiem/ Ale chyba się zgodzę. Będę miała większą pensję. Po za tym kocham tańczyć- zaśmiałam się, a Lou wraz ze mną.  Po kilku minutach, które bardzo szybko mi minęły byliśmy już pod moim domem.
- Nie chcę się z tobą rozstawać.- jęknął Tommo.
- Ja też nie…- zarobiłam smutną minkę. – Hmmm… a może zostaniesz na noc ? – zapytałam z entuzjazmem.
- Dobry pomysł. A Jade nie będzie zła ?- zapytał z obawą.
- Jasne, że nie- odpowiedziałam po czym wzięłam swoją torbę i wyszłam z samochodu.   A Lou wraz ze mną,.
Skierowaliśmy się do domu, w którym jeszcze paliło się światło. Jade, pewnie nie może spać.  Otworzyłam drzwi kluczem i weszliśmy do przestronnego przedsionka.  Zaraz potem skierowałam się do salonu.   Na kanapie siedziała  panna Swan, wraz z jej nowym chłopakiem. 
- Heeej- powiedziałam do naszych gołąbeczków.
- Hej- odpowiedzieli.
- Co oglądacie?- zapytał Lou i usiadł obok nich na fotelu.
- Zmierzch. – odpowiedziała moja przyjaciółka.
- Uuu uwielbiam Edwarda. – uśmiechnął się szeroko  i spojrzał na telewizor. Ja w tym czasie postanowiłam zrobić nam coś do picia. Wybór stanął na najzwyklejszą rzecz na świecie czyli  owocową herbatę. Wstawiłam czajnik na gazie i usiadłam na blacie czekając, aż woda się zagotuję.  Po niezwykle długim wyczekiwaniu, zalałam herbatę wrzątkiem i na tacy zaniosłam do salonu.
- Mam herbatę.- powiedziałam i usiadłam na kolanach Louis’a.
- Jak zajęcia ? – zapytała moja współlokatorka.
- Świetnie- odpowiedziałam. – Martin zaproponował mi własne zajęcia.
- Serio ? !- zapytała zaszokowana.
- Tak, też nie mogłam w to uwierzyć. – powiedziałam.
- To gratulacje. – powiedział Payn’e  i posłał mi szeroki uśmiech.
- Dzięki- krótko odpowiedziałam i bardziej skupiłam się na filmie. W sumie  przesiedzieliśmy tam do 3 nad ranem. Potem wzięłam krótki prysznic i wraz z Lou położyliśmy się spać.

                                                                               *
Obudził mnie deszcz dudniący o szyby. Leniwie otworzyłam oczy. Budzik wskazywał równo 12. To mi się pospało.  Odwróciłam się na drugi bok, gdzie myślałam że zastanę słodko śpiącego szatyna, ale myliłam się.  Postanowiłam nie leżeć dłużej w łóżku, więc poszłam do łazienki. Wykonałam rutynowe czynności takiej jak prysznic, umycie zębów, oraz delikatny  makijaż.  Włosy zostawiłam rozpuszczone. Później stanęłam przed otwarta szafą i chyba z pół godziny wybierałam strój na dzisiaj .  Mój wybór padł na  granatowe rurki, kremowy długi sweter przez głowę i bordowe skórzane martens’y. Ubrana wraz z telefonem zeszłam na dół skąd dochodził nieziemski zapach. Ujrzałam  moją przyjaciółkę nad kuchenką.  Cichutko się zaśmiałam, ponieważ gotująca Jade, to naprawdę nie codzienność.
- Hej- przywitałam się z nią i nalałam soku pomarańczowego do szklanki.
- Hej- odpowiedziała z uśmiechem.
- Wiesz może gdzie jest Lou ? – zapytałam po chwili ciszy między nami, którą co jakiś czas przerywały smażące się naleśniki.
-  chłopcy musieli jechać do studia. – odpowiedziała i zaczęła nakładać  śniadanie na wyciągnięte wcześniej  duże białe talerze. Po chwili już zajadałyśmy się posiłkiem.
- Ummm ale pyszne. Musisz częściej gotować.- zaśmiałam się a moja współlokatorka wraz ze mną. 
-  Chyba sobie żartujesz. – powiedziała.
- Czemu, przecież to jest pyszne.
- Rozważę twoją propozycję.- odpowiedziała poważnym tonem, ale po chwili się zaśmiała.
- Co dzisiaj robimy ?- zapytałam zabierając brudne talerze do kuchni po czym włożyłam je do zmywarki.
- Nie wiem. Chłopcy za  pół  godziny kończą pracę, to możemy do nich pójść. Co ty na to ?- zaproponowała.
- Dobry pomysł. – powiedziałam. Spakowałam najważniejsze rzeczy do torebki, założyłam  bordowy płaszczyk i wyszłyśmy z domu.   Na dworze było strasznie. Mówiłam wam jak bardzo nienawidzę deszczu ? Nie ? Ups widać musiałam pominąć ten fakt.  Ale już się przyzwyczaiłam ponieważ tutaj to praktycznie codzienność . Rzadko kiedy jest słonecznie.  Spacerkiem omijając kałuże ruszyłyśmy w kierunku centrum. Minęło może z 10 minut kiedy znalazłyśmy się pod ogromnym piętrowy budynkiem, gdzie chłopcy mieli próby, Postanowiłyśmy  nie moknąć dłużej na dworze dlatego weszłyśmy do środka. Podeszłyśmy do recepcjonistki.
- Dzień dobry. Przepraszam w której Sali odbywa się próba One Direction ? – zapytałam.
- Przykro mi, ale nie możemy udzielić tego typu informacji fankom.
- Pani nas źle zrozumiała. My nie jesteśmy fankami- powiedziała spokojnie Jade.
- A kim panie są.  – zapytała kobieta po czterdziestce.
- Dziewczynami chłopaków. – odpowiedziała panna Swan.
- Przykro mi ale nie kojarzę pań.  A może podacie nazwisko ?
- Kate Black i Jade Swan. – odpowiedziałam . Recepcjonista wyciągnęła kilka kartek uważnie przejrzała dość długą listę.
- Przykro mi nie ma pań na liście. – odpowiedziała po chwili.
- A chłopcy nic pani nie powiedzieli ? – zapytałam z nadzieją.  Kobieta pokiwała przecząco głową.  Trudno. Już zmierzałyśmy w kierunku wyjścia kiedy usłyszałam dobrze znany mi głos.
- Kate ? czekaj!
Stanęłam i odwróciłam głowę. Ujrzałam biegnącego w moją stronę Tomlinsona z wymalowanym szerokim uśmiechem na twarzy.  Ale ten uśmiech jest zaraźliwy.
- Hej- przywitał się z Jade  buziakiem w policzek. Na mnie czekało specjalne powitanie. Hahahah
-Chodźcie, próba się troszkę przedłużyła. – powiedział i chwycił mnie za dłoń. 
- Przecież mówiłem pani że przyjdzie tu moja dziewczyna i jej przyjaciółka. – powiedział z wyrzutem do kobiety siedzącej za  tamtejszą ladą.
- Przepraszam, ale byłam pewna, że to fanki. – odpowiedziała i spojrzała na nas wrogo. Chyba nie przypadłyśmy jej do gustu.
- Proszę zapisać je na listę. – odpowiedział oschło  Tommo po czym odwróciliśmy się na pięcie i szliśmy przez długi  błękitny korytarz…….


--------------------------------------------------------
Hej kochani !
Przybyłam do was z nowym rozdziałem.  Mi osobiście nie za bardzo się podoba, ale obiecałam coś wstawić, więc dotrzymam obietnicy. Mam nadzieję,że nie jest aż taki masakryczny i następny będzie  lepszy.  następny rozdział planuję wstawić w sobotę lub niedzielę za tydzień. Już zaczęłam pisać rozdział ale jakoś nie mam do niego ostatecznego pomysłu. Wiem, że na razie nic się nie dzieje i jest tak sweet i w ogóle, ale obiecuję, że juz za chwilkę akcja się rozkręci. ;-)  Dziękuję, za miłe komentarze szczególnie od mojej stałej czytelniczki ( tak to ty  Dylanowa :) to bardzo mnie motywuję. ;-D
Dobrze juz was nie zanudzam i do następnego. ;-) buziaczki Kate 

P.S Jak minęły wam Walentynki ?????!!! ;-D

niedziela, 9 lutego 2014

ROZDZIAŁ 7

- Oooo w tej byś świetnie wyglądała. – powiedział Louis, pokazując mi śliczną czarna sukienkę bez pleców.
- Uuuuu śliczna.- powiedziałam chwytając materiał w dłonie. – Znajdziesz mi rozmiar S ? – zapytałam.
- Jasne- powiedział chłopak i natychmiast zniknął za półkami obładowanymi różnorakimi ubraniami.
- Proszę -  podał mi wybraną sukienkę i natychmiast popędziłam do przebieralni.  Lou pomagał mi znaleźć idealna sukienkę, ponieważ, za kilka dni chłopcy wyprawiają imprezę z okazji urodzin Liam’a.  Musze jakoś wyglądać. Podobno ma być bardzo dużo gości. Tym bardziej, musze zrobić dobre wrażenie.  Po chwili już przeglądałam się w lustrze. Wow, musze przyznać, że wyglądałam bardzo dobrze. To była chyba idealna sukienka dla mnie.  Natychmiast odsłoniłam  czerwoną kotarę, aby Lou mógł wyrazić swoja opinię.
- Wow – ledwo to wydusił, za to uśmiechnął się szeroko. – wyglądasz nieziemsko. – dodał.
- Dzięki – powiedziałam i posłałam szatynowi czarujący uśmiech. Jeszcze kilka razy obejrzałam się w lustrze.
- Możesz sprawdzić na metce ile kosztuję?- poprosiłam chłopaka. Ten po chwili wykonał moje polecenie. Słysząc cenę tej sukienki oniemiałam.
- Uuhhh jest za droga. – Powiedziałam zrezygnowana. – Nie mam Tyle kasy, żeby kupić tą kieckę.
- Ja ci ją kupię. – powiedział ochoczo chłopak.
- Nie Lou, dzięki, ale nie chcę żebyś kupował mi ubrania. -  dodałam i jeszcze raz spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Ugghhhhh czemu ona musi być taka droga….
- Kiedy masz urodziny ? – zapytał po chwili z tajemniczym uśmiechem wymalowanym na twarzy.
- 4 kwietnia. – odparłam bez namysłu.
- To to będzie spóźniony prezent urodzinowy ode mnie. – powiedział.
- Ale .. –zaczęłam, ale mi przerwał.
- Nie ma żadnego ale, przebieraj się i idziemy do kasy.
- Dziękuję- powiedziałam i namiętnie pocałowałam chłopaka.
- Takie podziękowania lubię najbardziej – powiedział  na co się zaśmialiśmy. Po chwili już zmierzaliśmy w kierunku kas. Szatyn zapłacił za mój nowy nabytek i ruszyliśmy szukać idealnych butów do kompletu.  Po jakimś czasie wybrałam czarne  szpilki, za które już sama zapłaciłam chodź nie było to łatwe. Ale się udało.
Byłam bardzo zadowolona z dzisiejszych zakupów.  Powoli  zmierzaliśmy w kierunku  naszej ulubionej kawiarni jaką jest Starbucks.
- O nie… - jęknął Tommo.
- Co się stało?- zapytałam zdziwiona.
- Odwróć się. – wyszeptał mi do ucha.  Natychmiast wykonałam polecenie szatyna.  To co ujrzałam przerosło wszystko.  Za nami wędrowało chyba z miliard dziewczyn, a do tego paparazzi.  Ohhh no !
- I co teraz ? – zapytałam i spojrzałam na twarz chłopaka, a potem na nasze splecione dłonie. – wszyscy się dowiedzą i na pewno wasz menadżer nie będzie zadowolony.- powiedziałam.
- Prędzej czy później by się dowiedzieli. Nie przejmuj się. – powiedział i posłał mi szeroki uśmiech. Jak tu się nie uśmiechnąć.. hahah W końcu dotarliśmy do punktu kulminacyjnego, czyli  starbucks. Zamówiliśmy swoje kawy po czym  usiedliśmy na którymś z wolnych stolików. Naszą rozmowę przerwał mój telefon. Jednym płynnym ruchem odebrałam połączenie, nie patrząc kto dzwoni.
- Hallo?- powiedziałam do mojego rozmówcy.
- Hej Kate, mam nadzieję, że nie masz planów na wieczór?- zapytał ….  Martin.
- Raczej nie..- odpowiedziałam
- To świetnie..- usłyszałam jego rozradowany krzyk. O co może chodzić… hmmm?
- A o co chodzi?- zapytałam niepewnie.
- Reachel, musiała wziąć kilka dni wolnego i nie miałem nikogo na zastępstwo. Poprowadzisz dzisiaj grupę zaawansowaną  o 20. –  powiedział zadowolony.
- Uhhh a może Jade ?- zapytałam z nadzieją…
- Nie, ona powiedziała , że ma ważną sprawę do załatwienia. Po za tym wolałbym , żebyś to była ty…
To widzimy się wieczorem.- powiedział  i bez zbędnych ceregieli  zakończył połączenie. No tak nadzieja matka głupich… czemu to muszę być ja.
- Co się stało kochanie ? – zapytał Louis. Dopiero po jego słowach  powróciłam do świata żywych.
- Muszę dzisiaj wieczorem poprowadzić zajęcia…- powiedziałam zrezygnowana i wzięłam łyk kawy.
- Szoda, myślałem, że gdzieś wyskoczymy. – powiedział smutny.
- Ja też tak myślałam. – powiedziałam.-  Hmm…. A może pójdziesz ze mną ?- zapytałam. Chłopak na moje słowa szeroko się uśmiechnął.
- Świetny pomysł. – musną moje usta, na co cichutko się zaśmiałam.
- Zajęcia zaczynają się o 20, więc tak 19:30 musielibyśmy już jechać. – powiedziałam.
- Okey. Pojedziemy moim samochodem. – zaproponował.
- Tylko weź ze sobą dres, będzie ci wygodniej.- dopowiedziałam i posłałam mu promienny uśmiech, który odwzajemnił.  
- Wracamy ?- zapytał Lou.
- Chcesz żeby wasze fanki mnie zabiły samym wzrokiem to okey.- oboje się zaśmialiśmy na moje słowa.  Po chwili już wychodziliśmy z lokalu i zmierzaliśmy w kierunku mojego domu.   Po kilku minutach byliśmy już na miejsce.
- To widzimy się dokładnie za godzinę. – powiedział szatyn.
- Taaaak- powiedziałam po czym pocałowałam chłopaka i weszłam do domu.
-  Jade, już jestem!- krzyknęłam. Po chwili ujrzałam zbiegającą przyjaciółkę wraz z Li.
- o koga ja tu widzę.- zaśmiałam się i ucałowałam chłopaka w policzek na powietanie.
- Kupiłam sobie idealną sukienkę na Twoje urodziny. – powiedziałam.
- Uuuuuuu pokazuj ! – Żebyście widzieli minę brunetki kiedy pokazywałam jej mój „prezent „ od Louisa.
- Nieziemska..- tylko tyle zdążyła powiedzieć.
- No nie ?- zaśmiałam się, a Liam wraz ze mną.

                                                                       *
- Jadę do studia na zajęcia Byeeee- krzyknęłam na odchodne do naszych słodkich gołąbeczków.
Zamykając drzwi usłyszałam klakson samochodu. Odwróciłam się i ujrzałam Louis’a. NO tak. Powinnam się tego spodziewać. Ohhh Kate załamujesz totalnie…..
- Hej- powiedziałam wsiadając do dobrze mi znanego czarnego bmw.
- Heeej- powiedział po czym musnął moje usta.- jedziemy ?
- Jasne – odpowiedziałam i z piskiem opon ruszyliśmy w kierunku studia tanecznego.
Nim się obejrzeliśmy już zmierzaliśmy do specjalnej szatni dla pracowników. Postanowiłam zabrać tam ze sobą chłopaka. W końcu przyjechaliśmy tu razem.   Weszliśmy do środka i ujrzeliśmy to co w każdej szatni. Czyli kilka ławek oraz szafki na kluczyk. Zaraz zaczęliśmy się przebierać. Na zajęcia ubrałam bordowe spodnie dresowe oraz białą bluzkę odsłaniającą brzuch i do tego  czarne krótkie convers’y. Lou był ubrany podobnie do mnie. 
- Kate ? Mogę wejść ? – usłyszeliśmy zza drzwi.
- Jasne- krótko odpowiedziałam. Po chwili w drzwiach zawitał Martin.
- Oooo kogo moje piękne oczy widzą.- powiedział widząc Tomlinsona. – co cię tutaj sprowadza ?
- Przyszedłem z Kate na zajęcia. – odpowiedział patrząc podejrzliwie na mężczyznę.
- yhymmm- krótko przytaknął. – Yyy Kate, po zajęciach chciałbym chwilkę z tobą porozmawiać. Okey ? – skierował swoją wypowiedź do mnie.
- Okey.- krótko odparłam i wstałam z ławki.
- Udanego treningu. – powiedział po czym zostawił nas samych. Po chwili również zmierzaliśmy w kierunku Sali numer 7.
- Witam- powiedziałam do bardzo dużej ilości osób zgromadzonej w pomieszczeniu, o której zaraz dołączył mój „ niezwykle utalentowany „ chłopak.- Dzisiaj wyjątkowo ja poprowadzę, te zajęcia.  To jak gotowi ?- zapytałam chodź odpowiedź była oczywista.  Po chwili na Sali rozległa się muzyka i zaczęłam pokazywać kroki.

*2 godziny później *
- Pamiętajcie, żeby na następne zajęcia poćwiczyć kroki. Dziękuję, do zobaczenia. – powiedziałam na odchodne.
Po chwili na obszernej Sali zostałam tylko ja i szatyn.  Zaraz po Sali rozległ się głośny gwizd, wydobywający się z ust chłopaka.
- Uuhh Była pani świetna. Jaszcze tak ładna i zgrabna.- powiedział i poruszał zabawnie brwiami. – zapewne ma pani cudownego i równie przystojnego chłopaka.- dodał na co się zaśmiałam.  Powoli zbliżał się do mnie z tajemniczym uśmiechem. – a mogłaby pani dać mi prywatne lekcje. – na te słowa już nie wytrzymałam i oboje  zaczęliśmy się śmiać. Po chwili dodatkowo chłopak złączył nasze usta w namiętnym pocałunku.   Z niechęcią się od siebie oderwaliśmy i poszliśmy w kierunku szatni. Błyskawicznie się przebraliśmy i już zmierzaliśmy ku wyjściu kiedy przypomniało mi się, że miałam pójść do Martina.
- Lou, zaczekasz w samochodzie, musze jeszcze iść na chwilkę? – zapytałam chłopaka.
- Jasne- musnął moje usta  i poszedł do auta. Ja w tym czasie cofnęłam się do biura mojego szefa. Stanęłam pod drzwiami i po chwili niepewnie zapukałam.

-Proszę….- usłyszałam i zniknęłam za sosnowymi drzwiami……


--------------------------------------------------------
Hej, moi kochani !
Przybywam do was z nowym rozdziałem. ;-) Nie jestem co do niego przekonana, ale ocencie sami. Następny powinien sie ukazać w sobotę, lub niedzielę.  ;-) proszę komentujcie to naprawdę motywuję. Kocham was i bardzo dziękuję za miłe komentarze. Do następnego. 
Kate ;-)

Liebsten Adward

Bardzo chciałabym podziękować Lian Payncher za tą nominację. Nigdy bym nie przypuszczała takiego wyróżnienia. Jeszcze raz bardzo dziękuję.  A teraz przejdźmy do pytań. ;-)


  1. Jest coś, czego się boisz ?
Odp. Hmmm, wiem że to może i głupie, ale od małego zawsze bałam się pająków.
  1. Co najbardziej cenisz w ludziach ?
Odp.  Trudne pytanie. Chyba szczerość, wierność .  Sądzę, że to podstawa szczególnie w prawdziwej przyjaźni.
  1.  Co jest dla ciebie największą motywacją do pisania?
Odp.  Moją motywacją do pisania są komentarze czytelników. Kiedy wiem, że komuś podoba się moje opowiadanie, od razu nabieram większej chęci.
  1. Wygrałaś na loterii  10 000 złotych.  Na co je wydasz ?  Uzasadnij.
Odp.  To bardzo trudne pytanie. Haha Hmm sądzę, że tą sumę przeznaczyłabym na podróż do Paryża dla moich rodziców.  Zawsze chcieli  odwiedzić  to miasto i   byłabym bardzo szczęśliwa móc im to podarować. ;-)
  1. Wyobraź sobie że za 24 godziny nastąpi koniec świata.  Co robisz ?
Odp.  Heh na pewno nie zaczęłabym panikować. Chociaż.. kto wie.  Na pewno chciałbym spełnić jedno ze swoich marzeń oraz oczywiście porządnie pożegnać się z rodziną i przyjaciółmi.
  1. Czy zrobiłaś/zrobiłeś  w swoim życiu coś, czego teraz żałujesz ?
Odp.  Sądzę, że nie. Przynajmniej teraz nic nie przychodzi mi do głowy. ;-D
  1. Wolałabyś mieć M&G z One Direction, czy miejsce w pierwszym rzędzie na ich koncercie ?
Odp.  Sądzę, że wystarczyły by mi miejsca w pierwszym rzędzie na ich koncercie.
  1.  Wolisz kisiel czy budyń.
Odp. Budyń.
  1.  Masz jakiś ulubiony cytat ? Jeśli tak, to jaki ?
Odp.  Bycie singlem, nie znaczy, że jesteś słaby. To znaczy, że czekasz na wyjątkową osobę ~ Niall Horan  ( kocham te słowa… )
  1. Zmieniłabyś/zmieniłbyś coś w swoim życiu.
Odp. Może moje życie nie jest idealne, ale gdybym miała taką możliwość, pozostawiałbym je takie jakie jest.
  1.  Jakiej swojej cechy charakteru nie lubisz ?
Odp.  Hmmmmm….. nie przepadam za swoją gadatliwością. Mimo iż na lekcji siedzę cicho jak mysz pod miotłą, to jestem tak wygadana, że chyba wszystkich ode mnie uszy bolą. Przynajmniej moim zdaniem. 

Dobrze. A teraz blogi, które nominuję.  ;-)





http://midnight-in-london.blogspot.com/






A o to moje pytania do nominowanych ;-)
1.  Jak to się stało, że założyłaś bloga ?
2. Co motywuję cię do pisania ?
3.  Masz swojego ulubieńca z One Direction ? Jeśli tak to kogo ?
4.  Jak widzisz siebie za 20 lat ?
5.  Napisz  trzy fakty o sobie.
6.  Jaka jest twoje ulubiona potrawa ? ( wybierz tylko jedną )
7.  Od kiedy jesteś Directioner ?
8. Lubisz czytać książki, czy unikasz ich jak ognia ?
9.  Co byś chciała w sobie zmienić ? Swoją odpowiedź uzasadnij.  ( chodzi mi o cechy charakteru )
10. Masz jakiegoś zwierzaka domowego ?
11. Jak uważasz. Przyjaźń damsko-męska istnieje ? Odpowiedź uzasadnij. 




sobota, 1 lutego 2014

ROZDZIAŁ 6

Nie pamiętam kiedy się tak dobrze wyspałam. Już zapewne minęło trochę czasu od kiedy się obudziłam, ale za nic nie chciałam otwierać oczu.  Też tak macie ? Pamiętam, że jak chodziłam jeszcze do szkoły to mama musiała mnie dosłownie zrzucać z łóżka , abym w końcu stanęła na nogi. Ehhhhhh stare dobre czasy. Chyba….
W końcu leniwie podniosłam swoje ociężałe powieki. Pierwsze co ujrzałam to idealnie biały sufit. Obróciłam głowę na lewą stronę i zobaczyłam jeszcze słodko śpiącego Louisa.  Ohh jak on ślicznie wygląda kiedy śpi. Tak niewinnie. ………. Omg, o czym ty myślisz Kate…??? Postanowiłam w końcu wstać.  Najpierw skierowałam się do łazienki, ponieważ zapewne wyglądałam koszmarnie. W końcu cała ja. Wzięłam szybki prysznic, a włosy spięłam w kłosa.  Cichutko aby nie obudzić śpiącego chłopaka, wyszłam z pokoju.   Zeszłam po schodach do przestronnej kuchni, skąd dochodził nieziemski zapach.  Wyjrzałam zza rogu . Ujrzałam  Hazzę w fartuchu  gotującego coś na kuchence. Ummmmm idealny moment aby wypytać  chłopaka o wczorajszą sytuację.
- Hej- powiedziałam  wchodząc głębiej do pomieszczenia.
- O Kate, hej – powiedział  po czym ukazała swoje dołeczki w czarującym uśmiechu.  
-Ummm co pichcisz ? – zapytałam, nalewając sobie soku pomarańczowego do szklanki.
- Moje słynne naleśniki. – powiedział dumnie na co oboje po chwili się zaśmialiśmy.
- Gdzie zgubiłaś Tommo?- zapytał po chwili.
- Jeszcze śpi-  krótko odpowiedziałam. Zapadała cisza.- Harry..- zaczęłam ale po chwili do pomieszczenia wpadł Niall wraz z Zayn’em.
- Co na śniadanie? – wypytał  Blondyn. O tak.. ten to tylko o jedzeniu…..
- Oooooo moje ulubione naleśniki ! – wykrzyknął zaraz po nim Mulat.
Po chwili wszyscy spojrzeli się na mnie znacząco. O co im znów chodzi.
- Co ? Mam coś na twarzy czy co ? – zapytałam.
- Nie. Po prostu masz fajne ubranie- powiedział Niall po czym dostał od Styles’a po głowie.
Zaraz, zaraz…. Ohhh Kate. Jak mogłaś zejść na dół do tych potencjalnych zboczeńców w za dużej koszulce oraz czarnych koronkowych majtkach. OMFG. Kate! Zacznij myśleć. Natychmiast  poleciałam po schodach do pokoju Lou. Wparowałam tam jak torpeda i jeszcze z dołu dochodził tu śmiech chłopaków. Nie no pozabijam  ich po kolei.  Sprawdziłam godzinę na telefonie. Dochodziła 12. Postanowiłam obudzić Louisa. Usiadłam  po turecku obok niego na łóżku.
- Louuuu….- wyszeptałam i lekko potrząsnęłam chłopaka po ramieniu..- Loui……- powtórzyłam.
- Jeszcze chwilkę mamo…..- powiedział i przewrócił na drugi bok.
- to ja wyglądam tak staro???!!!-  oburzyłam się.
- Co co ??!!- Lou natychmiast  przyjął pozycję siedzącą i spojrzał na mnie.
- Właśnie powiedziałeś do mnie „mamo” – wzięłam pierwszą lepszą poduszkę i uderzyłam nią szatyna.
- Ej ! – zaśmiał się, a ja wraz z nim.
- Długo już nie śpisz?- zapytał po chwili.
-  Hmmm w zasadzie to nie wiem. – zaśmiałam się..- byłam już na dole, ale musiałam uciec od tych zboczeńców.- oboje zaśmialiśmy się na te słowa. Zabrałam swoje wczorajsze ubrania i poszłam do łazienki aby się przebrać.  Chwilę potem  oboje schodziliśmy na śniadanie przygotowane przez Harr’ego. W końcu nie udało mi się wypytać o jego zachowanie. Trudno może następnym razem.  Wszyscy usiedliśmy do stołu.  Zayn wraz z Nialler’em cały czas patrzyli się na mnie znacząca. Ohhh tym tylko jedno  w głowie.
- Jade? – zagadał Lou.
- Hmmm?
- Jak spałaś?- zapytał na co oboje zaczęliśmy cicho chichotać.
- Dobrze. – krótko odpowiedziała po czym wzięła kawałek kolejnego naleśnika.
- A ty Li jak spałeś?- dopytał go Styles.
- Świetnie. – odpowiedział i wymienili się z panną Swan spojrzeniami.
- No wiecie…. Ja tam słyszałem jakieś sapanie z ich pokoju….- zaczął się śmiać Tommo. Jade prawie na te słowa wypluła sok, który właśnie popijała.   Natychmiast jej wzrok spoczął na sylwetce szatyna. 
- Wiesz  co, mi też coś obiło się o uszy coś w stylu „ ohh tak Li” – wykrztusił z siebie Niall  dodatkowo próbując podrobić głos dziewczyny na co wszyscy wybuchliśmy niepohamowanym śmiechem.
- Ohh dajcie spokój. mówiłam dom wariatów. – westchnęła Jade. 
- Dokładnie. – przytaknęłam jej.

                                                                             *
- Byeeee- powiedziałyśmy żegnając się z chłopcami i w końcu ruszyłyśmy do naszego ukochanego domu.
- To do czego doszło między wami ?- zapytałam kiedy już spacerkiem w gorącym słońcu szłyśmy chodnikiem.
- Między mną, a kim?- zapytała. Ohh jade, jesteś  taka głupią, czy tylko udajesz ? – zapytałam siebie  w myslach.
- No z Payn’em..- dodałam.
- Aaaa- zamyśliła się na chwilkę po czym spojrzała na mnie znacząco. To spojrzenie mogło znaczyć tylko jedno.
- Całowaliście się !-wykrzyknęłam uradowana.
- Taaaak, tylko nie mów nic chłopcom. Nawet Lou!- zagroziła.
- Okey, okey…- przytaknęłam.
- Ale się cieszę. – powiedziała z szerokim uśmiechem.
- Ja tak samo. – powiedziałam. Po chwili  już wchodziłyśmy do sporych rozmiarów przedsionka i ściągałyśmy buty.
- To co dzisiaj robimy ?- zapytała moja przyjaciółka.
- Dochodzi 19 więc co nam pozostaje niż obejrzenie dobrego filmu?- zapytałam chodź odpowiedź była oczywista.
- Idę robić popcorn. – powiedziała na co obie się zaśmiałyśmy.

*jakiś czas później *

- Oh no pocałuj ją w końcu …- jęczała Jade, przy okazji obżerając się kolejną porcją popcornu.
Kiedy brunetka  byłą zafascynowana filmem, ja cały czas bawiłam się telefonem. W pewnym momencie wydał on krótki dźwięk oznaczający przyjście nowej wiadomości. Natychmiast jednym płynnym ruchem odblokowałam klawiaturę.
Od Lou
Hej, mam nadzieję, że cię nie obudziłem. ;-) Co powiesz, abyśmy jutro do południa wyskoczyli do galerii w centrum oraz kawę ? ;-)
Nie zwlekałam ani chwili z odpowiedzią. Natychmiast zaczęłam pisać .
Do Lou
Nie haha ;-) bardzo chętnie.
Od Lou
Zadzwonię do ciebie koło 10 i wtedy się umówimy. Dobranoc. Xoxo
Kocham cię ;-)
Do Lou
Ok. dobranoc. Ja ciebie też Xoxo.
Uśmiechnęłam się szeroko do ekranu mojego białego iPhona.
- Ehhh szkoda że się skończyło. – jęknęłą  Jade podnosząc się z kanapy do pozycji siedzącej- a ty co się tak szczerzysz do telefonu jak głupi do sera ? – zapytała.
- Co co ?? -  Nagle się ożywiłam.
- Ahhh nie ważne. Idę spać. – powiedziała.
- Ja tak samo. – odpowiedziałam i obie poszłyśmy po schodach do swoich sypialni.
Wzięłam szybki prysznic, a potem ubrałam moją ulubioną piżamę, po czym dosłownie wskoczyłam do mojego niezwykle wygodnego łóżka. Natychmiast odpłynęłam do krainy Morfeusza….

* następnego dnia *
Od dobrych kilku minut ktoś cały czas próbuje się do mnie dodzwonić . W końcu zrezygnowana wyjęłam go z pod poduszki i odebrałam połączenie.  
-Nie wiem kim jesteś, ale musisz mieć naprawdę ważny interes do mnie, masz 20 sekund, aby powiedzieć mi to co masz do powiedzenia , a ja w tym czasie szukam czegoś czym mogłabym cię natychmiast  udusić. -  powiedziałam na jednym wdechu.
- Chcesz udusić swojego chłopaka ? – zapytał męski głos.
- Tommo?- zapytałam jak głupia.- Czemu budzisz mnie w środku nocy?
- Środkiem nocy nazywasz 11 rano ? – zaśmiał się.
- Co ?- byłam bardzo zaskoczona.- Przecież jest jeszcze ciemno. – dodałam po chwili.
- Ohhh kate, może odsłoń rolety. – powiedział zrezygnowany.  Zrobiłam tak jak powiedział. Za oknem ujrzałam  piękne słońce.
- Wow, chyba Jade mnie czymś wczoraj nafaszerowała. – zaśmiałam się.
- Chyba tak….-  a on wraz ze mną. – to przyjdę do ciebie za 30 min. Do zobaczenia. Byeee- rozłączył się zanim zdążyłam cokolwiek dodać. Ugh. Ale nie chce mi się wstawać. Leniwie poszłam do łazienki gdzie wzięłam  prysznic, który miał postawić mnie na nogi.  Następnie zrobiłam lekki makijaż  i wysuszyłam moje włosy, które zostawiam rozpuszczone.  Po wykonaniu tych wszystkich czynności  stanęłam pod wielka dębową szafą i nie wiedziałam co założyć. Na dworze na pewno było dość ciepło. W końcu zdecydowałam się na jasne jeansowe szorty,  błękitną bokserkę, w tym samym kolorze wysokie convers;y i kremowy cieniutki sweterek do kolan. Całość prezentowała się dość dobrze. Akurat kiedy zakładałam sweter  usłyszałam dzwonek do drzwi. Wow, ale miałam tępo.  Szybko chwyciłam szarą torbę wraz z iPhone’m i zbiegłam po schodach otworzyć drzwi.  Oczywiście ujrzałam w  nich uśmiechniętego od ucha do ucha szatyna.
- Hej- powiedziałam po czym szybko musnęłam jego usta.
- Gotowa ?- zapytał.
- Już tylko napisze Jade karteczkę, że wychodzę.- powiedziałam. Zrobiłam to co miałam i po chwili już trzymając się za ręce ruszyliśmy  w stronę centrum.

______________________________
Kochani!
Przybywam do was z kolejnym rozdziałem. Mam nadzieję, że się wam spodoba.  Chyba wyszedł całkiem dobrze, ale oceńcie sami. ;-) Mam niestety dla was smutną wiadomość.  Kończą mi się ferie  i nie będę miała dużo czasu na pisanie rozdziałów. Mam bardzo dużo testów oraz w tym roku piszę egzamin więc sami rozumiecie.  Postaram się pisać rozdziały w soboty, a potem co tydzień dodawać w niedzielę. Ale nic nie obiecuję. Zrobię co w mojej mocy.  ;-)

Proszę komentujcie bo to mnie motywuje i przy najmniej wiem, że mam dla kogo pisać. Do następnego, buziaki Wasza Kate ;-)

P.S jak podoba wam sie  nowy teledysk chłopców do MM?? NIe mogę przestać go ogladać. XD