sobota, 22 lutego 2014

ROZDZIAŁ 9

- Dobrze. Na dzisiaj koniec. Byliście świetni – powiedział Paul menażer chłopaków. – a mi miło było znów was zobaczyć. – mówiąc to zwrócił się w moim i Jade kierunku.
- Nam również.- odpowiedziałam.
- To widzimy się za tydzień . – powiedział po czym udaliśmy się do wyjścia.
Pożegnaliśmy   dość dziwną ze zmiennymi humorkami recepcjonistkę i wyszliśmy na deszcz.
- Może pójdziemy do Nados ? – zapytał Niall. No tak powinnam się tego spodziewać.
- Czemu nie też zgłodniałem.- powiedział Harry.
- Czyli kierunek Nados.- podsumował Liam.   W dość szybkim tempie doszliśmy do ulubionej restauracji Horana. Zamówiliśmy swoje jedzenie i usiedliśmy do jednego z niewielu wolnych stolików.
- Macie dziewczyny jakieś plany na weekend ? – zapytał po chwili Malik.
- Chyba nie…- powiedziałam patrząc na Jade.
- Raczej nie …- odpowiedziała zaraz po mnie.
- A co byście powiedziały na mały wyjazd nad jezioro pod namioty ?- zaproponował Liam.
- Świetny pomysł- powiedziała Swan.
- Zgadzam się z Jade- powiedziałam.
- Czyli ustalone. – podsumował Harry.
- Dokładnie. – powiedział Nialler. Po niezwykle długiej chwili oczekiwania kelnerka przyniosła nam nasze zamówienia.
- Niall… Ty to wszystko zjesz ? – wykrztusiłam z siebie  widząc porcję jedzenia jaką zamówił.  To chyba by starczyło dla armii.
- No…a nie wierzysz ? – zapytał z błyskiem w oku i tajemniczym uśmiechem.
- Przecież  my wszyscy razem byśmy tego nie zjedli.- dołączyła się panna Swan.
- No wiecie… dzisiaj zamówił stosunkowo mało..- zaśmiał się Tommo.  Żebyście widzieli nasze miny. Zapewne były bezcenne. No cóż….to był dla nas szok.. Po zjedzonym obiedzie postanowiliśmy wrócić do domu.  Wsiedliśmy do busa chłopaków i ruszyliśmy w stronę naszych mieszkań. W sumie droga minęła nam bardzo szybko i zanim się obejrzeliśmy już byliśmy na miejscu.   Wraz z moją przyjaciółką pożegnałyśmy się z chłopcami i wysiadłyśmy z auta.  Weszłyśmy do naszego domu i od razu udałam się do swojego pokoju.  Rzuciłam się na łóżko i głęboko westchnęłam. Bardzo się cieszę, że pojedziemy z chłopcami pod namioty. Niestety to ostatni wspólny weekend z nimi, ponieważ później mają dwutygodniową trasę koncertową. No cóż w końcu to ich praca. Nie mam ochoty się z nimi rozstawać, ale trudno. Jakoś będziemy musiały to przeżyć z Jade. Dobrze, że przynajmniej ona zostaje na miejscu.  Po kilkuminutowym leżeniu i rozmyślaniu , leniwie oparłam się o łokcie i sprawdziłam godzinę w telefonie. Dochodziła 17, trochę długo tu leżałam. Heh, ja to jak zwykle mam wyczucie czasu.  W końcu podniosłam się i wyszłam z sypialni. Skierowałam się schodami prosto do kuchni. Na dole było cicho jak makiem zasiał. Ani żywej duszy. Weszłam do pomieszczenia i sięgnęłam do lodówki po mój ulubiony sok pomarańczowy.  Nalałam sobie pełną szklankę i od razu upiłam kilka sporych łyków. Zauważyłam małą różową karteczkę, leżącą na blacie. Bez zastanowienia sięgnęłam po nią i zatopiłam się w jej  treści. Okazało się , że panna Swan wyszła  do kina wraz z Li. To dlatego jest tak cicho.  Hmmm.. co ja teraz będę robić.  W końcu mój wybór padł na telewizor. Wygodnie rozsiadłam się na kanapie i zaczęłam po kolei przełączać programy. Nie było nic ciekawego. Po kilku minutach zostawiłam na jakimś serialu. Nawet nie wiem w którym momencie usnęłam. Obudził mnie natrętny dzwonek w telefonie. Sięgnęłam ręką na przezroczysty, szklany stolik, gdzie spoczywał mój iPhone. Nie patrząc nawet kto dzwoni odebrałam połączenie.
- Halo ?- powiedziałam do mojego rozmówcy.
- Hej, co robisz ? – usłyszałam dobrze mi znany męski głos.
- Hej, właśnie mnie obudziłeś, ale pomijając to, to się nudzę. – odpowiedziałam i przeniosłam się do pozycji siedzącej, po czym wyłączyłam ciągle grający telewizor. 
- To może gdzieś wyjdziemy ? – zapytał.
- Okey, pójdę się tylko przebrać. Do zobaczenia- powiedziałam i zakończyłam połączenie. Wstałam z kanapy i udałam się do swojego pokoju.  Ubrałam brzoskwiniowe rurki, kremową koszulę i  bordowe, wysokie convers’y.  Kilka razy przejrzałam się w lustrze, zabrałam telefon wraz z szarą torbą i zeszłam po schodach na dół. Akurat przemierzając ostanie stopni usłyszałam dzwonek do drzwi. Uśmiechnęłam się pod nosem i poszłam otworzyć.
- Hej- powiedziałam do szatyna stojącego prze de mną z śliczną czerwoną różą.
- Hej- powiedział i musnął moje usta.- to dla ciebie- podał mi pięknego kwiatka.
- Dziękuję. Jesteś kochany. – odpowiedziałam wpuszczając chłopaka do salonu.
- To gdzie idziemy ? – zapytałam, wkładając kwiata do białego wazonu. Spojrzałam w stronę Tomlinsona, który zawzięcie o czymś myślał. Usiadłam koło niego na kanapie i spojrzałam wyczekująco. 
- Może pójdziemy…..  nad Tamizę ? – zaproponował.
- Świetny pomysł. – odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy.   Wstaliśmy z kanapy, zamknęłam za nami drzwi i spacerkiem udaliśmy się nad rzekę.  
- To o której mamy się jutro u was stawić ? – zapytałam i spojrzałam na chłopaka.
- O 20 zaczyna się impreza. – odpowiedział.
- Będzie dużo ludzi ?- zapytałam ponownie.
- Troszkę.- zaśmiał się- nie masz się czym martwić. – powiedział i ucałował mnie w policzek. Po kilku minutowym marszu dotarliśmy do celu. Oparłam się o barierkę i spojrzałam w wodę.  Zdążyło się już ściemnić   więc oświetlały nas tylko latarnie i okoliczne  tabliczki neonowe.
- Ale tu jest pięknie- powiedziałam rozmarzonym głosem i przymknęłam oczy. Poczułam lekki powiew wiatru na twarzy.
- Taaak- odpowiedział Lou z uśmiechem. Otworzyłam oczy i odwróciłam się twarzą do szatyna .
- Co ja bez ciebie zrobię przez te dwa tygodnie. ?- zapytałam ze smutkiem.
- Ej, uśmiechnij się. – powiedział i mnie objął.- damy radę.- dodał po chwili. – to tylko dwa tygodnie.
- To Aż dwa tygodnie. – zaśmiałam się a  Louis wraz ze mną.  
- Masz rację, ale będziemy codziennie gadać, więc nie będzie tak źle. – powiedział z uśmiechem. – Wracamy ? – zapytał i podał mi swoją bluzę którą natychmiast założyłam.
 Pokiwałam  twierdząco głową i ruszyliśmy w kierunku skąd przyszliśmy.  Droga powrotna zajęła nam trochę czasu, przez nasze częste wygłupy. Z tym chłopakiem u boku nie da się normalnie funkcjonować. Po jakiś  dwóch godzinach dotarliśmy pod mój dom. Z niechęcią się pożegnaliśmy i weszłam do domu. Mojej przyjaciółki jeszcze nie było. Spojrzałam na godzinę. Dochodziła  24. Trochę nam ten spacer zszedł. No tak, jak jesteś w dobrym towarzystwie to czas leci niezwykle szybko.  Po chwili poszłam do swojego pokoju. Wzięłam gorącą kąpiel, ubrałam swoją prowizoryczna piżamę, czyli  krótkie dresowe  spodenki i biały top.  Po chwili już opatulona kołdrą udałam się do krainy morfeusza…

                                                                                   *
Obudził mnie dzwoniący telefon.  Zaczęłam szukać go wśród pościeli, aż w końcu natrafiłam na owy przedmiot. Jednym, zwinnym ruchem odebrałam połączenie.
-Halo ?- powiedziałam zaspanym głosem do słuchawki.
- Hej, słońce.  – usłyszałam rozweselony głos mojej rodzicielki.
- Hej, mamo. Czemu budzisz mnie w środku nocy ?- zapytałam i spojrzałam na budzik. Wskazywał 6 rano.
- Oj,. Przepraszam, zapomniałam o strefach czasowych – zaśmiała się.
- Oh, nic się nie stało. – odpowiedziałam i podniosłam się  do pozycji siedzącej.
- Co tam u was ?- zapytałam/
- A wszystko dobrze. Lepiej opowiadaj mi co to za młodzieniec z którym się spotykasz- zagaiła.
- Ahhh już wiecie ?- zapytałam.
- Trudno,. Żebyśmy o tym nie słyszeli.- powiedziała.
- A więc….- zaczęłam opowiadać o tym jak się poznaliśmy do teraz. Moja mama bardzo się ucieszyła, że w końcu sobie kogoś znalazłam. W dodatku zaraz po trasie Louis’a zaprosiła nas do Polski. Po dość długiej rozmowie z rodzicielką  poszłam do łazienki. Wykonałam codzienną toaletę i poszłam się ubrać. Ponieważ nie miałam  w planach nigdzie wychodzić aż do imprezy Liam’a założyłam bordowe dresy,  liliowy top, a na to troszkę za dużą dresową bluzę.  Zabrałam swojego iPhona i zeszłam na dół. Przechodząc obok pokoju Jade, dało się usłyszeć pochrapywanie. Ahh ta zwariowana Jade.  Poszłam do kuchni i wstawiłam wodę na kawę.   Usiadłam na blacie kuchennym i zaczęłam bawić się telefonem. Po chwili rozległ się dźwięk gotującej się wody. Natychmiast zalałam sobie kawę. Wraz z parującym kubkiem  poszłam do salonu gdzie włączyłam telewizor na jakimś programie śniadaniowym. Zamiast skupić się na oglądanym kanale myślami odbiegałam daleko stąd.  Po dwóch kawach później do salonu zawitała moja zaspana  współlokatorka.
- Hej- powiedziałam. – co zjesz  na śniadanie?- zapytałam.
- Hmmm, cokolwiek.- odparła i usiadła na blacie w kuchni. Ja zabrałam się za robienie kolorowych kanapek.
- Masz co założyć na urodziny Payn’a ?- zapytałam krojąc chleb.
- Tak, byłam ostatnio z nim na zakupach. A ty ?- zapytała.
- Tak. Lou mi znalazł idealną. – odparłam z uśmiechem.
- A na którą w ogóle mamy iść. ?
- Na 20 – odpowiedziałam.-mamy jeszcze trochę czasu. Jest dopiero 13.05.
- Ołłłłłł długo mi się pospało.- zaśmiała się brunetka.

- Wolę nie wiedzieć co zrobiliście.- zaśmiałam się.  Położyłam gotowe śniadanie na stole i od razu się na nie rzuciłyśmy. Teraz mogłyśmy zobaczyć jak bardzo doskwierał nam głód….

-----------------------------------------------
Heeeeeej ;-)
Przybywam dzisiaj z nowym rozdziałem. Chyba nie wyszedł najgorzej, ale ocencie sami. ;-)
Nie jestem w stanie teraz  wam powiedzieć czy rozdział pojawi się za tydzień w weekend, ponieważ jadę na szkolenie, więc sami rozumiecie. ;-) Postaram się zrobić wszystko co w mojej mocy, aby pojawił się jak najszybciej.
;-D Proszę komentujcie, bo to bardzo motywuje do dalszego pisania i powoduje szeroki uśmiech na mojej twarzy. ;-)
Wysztarczy, że  napiszecie jeden wyraz, a dla mnie to wiele znaczy. ;-) Do następnego, buziaczki Kate. 
;-D

1 komentarz:

  1. Świetny rozdział. Już nie mogę się doczekać następnego. Błagam dodaj jak najszybciej.

    OdpowiedzUsuń