niedziela, 9 lutego 2014

ROZDZIAŁ 7

- Oooo w tej byś świetnie wyglądała. – powiedział Louis, pokazując mi śliczną czarna sukienkę bez pleców.
- Uuuuu śliczna.- powiedziałam chwytając materiał w dłonie. – Znajdziesz mi rozmiar S ? – zapytałam.
- Jasne- powiedział chłopak i natychmiast zniknął za półkami obładowanymi różnorakimi ubraniami.
- Proszę -  podał mi wybraną sukienkę i natychmiast popędziłam do przebieralni.  Lou pomagał mi znaleźć idealna sukienkę, ponieważ, za kilka dni chłopcy wyprawiają imprezę z okazji urodzin Liam’a.  Musze jakoś wyglądać. Podobno ma być bardzo dużo gości. Tym bardziej, musze zrobić dobre wrażenie.  Po chwili już przeglądałam się w lustrze. Wow, musze przyznać, że wyglądałam bardzo dobrze. To była chyba idealna sukienka dla mnie.  Natychmiast odsłoniłam  czerwoną kotarę, aby Lou mógł wyrazić swoja opinię.
- Wow – ledwo to wydusił, za to uśmiechnął się szeroko. – wyglądasz nieziemsko. – dodał.
- Dzięki – powiedziałam i posłałam szatynowi czarujący uśmiech. Jeszcze kilka razy obejrzałam się w lustrze.
- Możesz sprawdzić na metce ile kosztuję?- poprosiłam chłopaka. Ten po chwili wykonał moje polecenie. Słysząc cenę tej sukienki oniemiałam.
- Uuhhh jest za droga. – Powiedziałam zrezygnowana. – Nie mam Tyle kasy, żeby kupić tą kieckę.
- Ja ci ją kupię. – powiedział ochoczo chłopak.
- Nie Lou, dzięki, ale nie chcę żebyś kupował mi ubrania. -  dodałam i jeszcze raz spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Ugghhhhh czemu ona musi być taka droga….
- Kiedy masz urodziny ? – zapytał po chwili z tajemniczym uśmiechem wymalowanym na twarzy.
- 4 kwietnia. – odparłam bez namysłu.
- To to będzie spóźniony prezent urodzinowy ode mnie. – powiedział.
- Ale .. –zaczęłam, ale mi przerwał.
- Nie ma żadnego ale, przebieraj się i idziemy do kasy.
- Dziękuję- powiedziałam i namiętnie pocałowałam chłopaka.
- Takie podziękowania lubię najbardziej – powiedział  na co się zaśmialiśmy. Po chwili już zmierzaliśmy w kierunku kas. Szatyn zapłacił za mój nowy nabytek i ruszyliśmy szukać idealnych butów do kompletu.  Po jakimś czasie wybrałam czarne  szpilki, za które już sama zapłaciłam chodź nie było to łatwe. Ale się udało.
Byłam bardzo zadowolona z dzisiejszych zakupów.  Powoli  zmierzaliśmy w kierunku  naszej ulubionej kawiarni jaką jest Starbucks.
- O nie… - jęknął Tommo.
- Co się stało?- zapytałam zdziwiona.
- Odwróć się. – wyszeptał mi do ucha.  Natychmiast wykonałam polecenie szatyna.  To co ujrzałam przerosło wszystko.  Za nami wędrowało chyba z miliard dziewczyn, a do tego paparazzi.  Ohhh no !
- I co teraz ? – zapytałam i spojrzałam na twarz chłopaka, a potem na nasze splecione dłonie. – wszyscy się dowiedzą i na pewno wasz menadżer nie będzie zadowolony.- powiedziałam.
- Prędzej czy później by się dowiedzieli. Nie przejmuj się. – powiedział i posłał mi szeroki uśmiech. Jak tu się nie uśmiechnąć.. hahah W końcu dotarliśmy do punktu kulminacyjnego, czyli  starbucks. Zamówiliśmy swoje kawy po czym  usiedliśmy na którymś z wolnych stolików. Naszą rozmowę przerwał mój telefon. Jednym płynnym ruchem odebrałam połączenie, nie patrząc kto dzwoni.
- Hallo?- powiedziałam do mojego rozmówcy.
- Hej Kate, mam nadzieję, że nie masz planów na wieczór?- zapytał ….  Martin.
- Raczej nie..- odpowiedziałam
- To świetnie..- usłyszałam jego rozradowany krzyk. O co może chodzić… hmmm?
- A o co chodzi?- zapytałam niepewnie.
- Reachel, musiała wziąć kilka dni wolnego i nie miałem nikogo na zastępstwo. Poprowadzisz dzisiaj grupę zaawansowaną  o 20. –  powiedział zadowolony.
- Uhhh a może Jade ?- zapytałam z nadzieją…
- Nie, ona powiedziała , że ma ważną sprawę do załatwienia. Po za tym wolałbym , żebyś to była ty…
To widzimy się wieczorem.- powiedział  i bez zbędnych ceregieli  zakończył połączenie. No tak nadzieja matka głupich… czemu to muszę być ja.
- Co się stało kochanie ? – zapytał Louis. Dopiero po jego słowach  powróciłam do świata żywych.
- Muszę dzisiaj wieczorem poprowadzić zajęcia…- powiedziałam zrezygnowana i wzięłam łyk kawy.
- Szoda, myślałem, że gdzieś wyskoczymy. – powiedział smutny.
- Ja też tak myślałam. – powiedziałam.-  Hmm…. A może pójdziesz ze mną ?- zapytałam. Chłopak na moje słowa szeroko się uśmiechnął.
- Świetny pomysł. – musną moje usta, na co cichutko się zaśmiałam.
- Zajęcia zaczynają się o 20, więc tak 19:30 musielibyśmy już jechać. – powiedziałam.
- Okey. Pojedziemy moim samochodem. – zaproponował.
- Tylko weź ze sobą dres, będzie ci wygodniej.- dopowiedziałam i posłałam mu promienny uśmiech, który odwzajemnił.  
- Wracamy ?- zapytał Lou.
- Chcesz żeby wasze fanki mnie zabiły samym wzrokiem to okey.- oboje się zaśmialiśmy na moje słowa.  Po chwili już wychodziliśmy z lokalu i zmierzaliśmy w kierunku mojego domu.   Po kilku minutach byliśmy już na miejsce.
- To widzimy się dokładnie za godzinę. – powiedział szatyn.
- Taaaak- powiedziałam po czym pocałowałam chłopaka i weszłam do domu.
-  Jade, już jestem!- krzyknęłam. Po chwili ujrzałam zbiegającą przyjaciółkę wraz z Li.
- o koga ja tu widzę.- zaśmiałam się i ucałowałam chłopaka w policzek na powietanie.
- Kupiłam sobie idealną sukienkę na Twoje urodziny. – powiedziałam.
- Uuuuuuu pokazuj ! – Żebyście widzieli minę brunetki kiedy pokazywałam jej mój „prezent „ od Louisa.
- Nieziemska..- tylko tyle zdążyła powiedzieć.
- No nie ?- zaśmiałam się, a Liam wraz ze mną.

                                                                       *
- Jadę do studia na zajęcia Byeeee- krzyknęłam na odchodne do naszych słodkich gołąbeczków.
Zamykając drzwi usłyszałam klakson samochodu. Odwróciłam się i ujrzałam Louis’a. NO tak. Powinnam się tego spodziewać. Ohhh Kate załamujesz totalnie…..
- Hej- powiedziałam wsiadając do dobrze mi znanego czarnego bmw.
- Heeej- powiedział po czym musnął moje usta.- jedziemy ?
- Jasne – odpowiedziałam i z piskiem opon ruszyliśmy w kierunku studia tanecznego.
Nim się obejrzeliśmy już zmierzaliśmy do specjalnej szatni dla pracowników. Postanowiłam zabrać tam ze sobą chłopaka. W końcu przyjechaliśmy tu razem.   Weszliśmy do środka i ujrzeliśmy to co w każdej szatni. Czyli kilka ławek oraz szafki na kluczyk. Zaraz zaczęliśmy się przebierać. Na zajęcia ubrałam bordowe spodnie dresowe oraz białą bluzkę odsłaniającą brzuch i do tego  czarne krótkie convers’y. Lou był ubrany podobnie do mnie. 
- Kate ? Mogę wejść ? – usłyszeliśmy zza drzwi.
- Jasne- krótko odpowiedziałam. Po chwili w drzwiach zawitał Martin.
- Oooo kogo moje piękne oczy widzą.- powiedział widząc Tomlinsona. – co cię tutaj sprowadza ?
- Przyszedłem z Kate na zajęcia. – odpowiedział patrząc podejrzliwie na mężczyznę.
- yhymmm- krótko przytaknął. – Yyy Kate, po zajęciach chciałbym chwilkę z tobą porozmawiać. Okey ? – skierował swoją wypowiedź do mnie.
- Okey.- krótko odparłam i wstałam z ławki.
- Udanego treningu. – powiedział po czym zostawił nas samych. Po chwili również zmierzaliśmy w kierunku Sali numer 7.
- Witam- powiedziałam do bardzo dużej ilości osób zgromadzonej w pomieszczeniu, o której zaraz dołączył mój „ niezwykle utalentowany „ chłopak.- Dzisiaj wyjątkowo ja poprowadzę, te zajęcia.  To jak gotowi ?- zapytałam chodź odpowiedź była oczywista.  Po chwili na Sali rozległa się muzyka i zaczęłam pokazywać kroki.

*2 godziny później *
- Pamiętajcie, żeby na następne zajęcia poćwiczyć kroki. Dziękuję, do zobaczenia. – powiedziałam na odchodne.
Po chwili na obszernej Sali zostałam tylko ja i szatyn.  Zaraz po Sali rozległ się głośny gwizd, wydobywający się z ust chłopaka.
- Uuhh Była pani świetna. Jaszcze tak ładna i zgrabna.- powiedział i poruszał zabawnie brwiami. – zapewne ma pani cudownego i równie przystojnego chłopaka.- dodał na co się zaśmiałam.  Powoli zbliżał się do mnie z tajemniczym uśmiechem. – a mogłaby pani dać mi prywatne lekcje. – na te słowa już nie wytrzymałam i oboje  zaczęliśmy się śmiać. Po chwili dodatkowo chłopak złączył nasze usta w namiętnym pocałunku.   Z niechęcią się od siebie oderwaliśmy i poszliśmy w kierunku szatni. Błyskawicznie się przebraliśmy i już zmierzaliśmy ku wyjściu kiedy przypomniało mi się, że miałam pójść do Martina.
- Lou, zaczekasz w samochodzie, musze jeszcze iść na chwilkę? – zapytałam chłopaka.
- Jasne- musnął moje usta  i poszedł do auta. Ja w tym czasie cofnęłam się do biura mojego szefa. Stanęłam pod drzwiami i po chwili niepewnie zapukałam.

-Proszę….- usłyszałam i zniknęłam za sosnowymi drzwiami……


--------------------------------------------------------
Hej, moi kochani !
Przybywam do was z nowym rozdziałem. ;-) Nie jestem co do niego przekonana, ale ocencie sami. Następny powinien sie ukazać w sobotę, lub niedzielę.  ;-) proszę komentujcie to naprawdę motywuję. Kocham was i bardzo dziękuję za miłe komentarze. Do następnego. 
Kate ;-)

3 komentarze:

  1. Cudne, nie mogę doczekać się do soboty lub niedzieli (proszę żeby ukazał się w sobotę). Pozdrawiam i życzę weny do dalszego pisania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się że Ci się podoba ;-) Postaram się wstawić następny w sobotę do południa. Dziękuję i wzajemnie ;-D
      Kate

      Usuń
  2. Świetny rozdział. Czekam na nn.

    OdpowiedzUsuń