- Oooo w tej byś świetnie
wyglądała. – powiedział Louis, pokazując mi śliczną czarna sukienkę bez pleców.
- Uuuuu śliczna.-
powiedziałam chwytając materiał w dłonie. – Znajdziesz mi rozmiar S ? –
zapytałam.
- Jasne- powiedział chłopak i
natychmiast zniknął za półkami obładowanymi różnorakimi ubraniami.
- Proszę - podał mi wybraną sukienkę i natychmiast
popędziłam do przebieralni. Lou pomagał
mi znaleźć idealna sukienkę, ponieważ, za kilka dni chłopcy wyprawiają imprezę
z okazji urodzin Liam’a. Musze jakoś
wyglądać. Podobno ma być bardzo dużo gości. Tym bardziej, musze zrobić dobre
wrażenie. Po chwili już przeglądałam się
w lustrze. Wow, musze przyznać, że wyglądałam bardzo dobrze. To była chyba
idealna sukienka dla mnie. Natychmiast
odsłoniłam czerwoną kotarę, aby Lou mógł
wyrazić swoja opinię.
- Wow – ledwo to wydusił, za
to uśmiechnął się szeroko. – wyglądasz nieziemsko. – dodał.
- Dzięki – powiedziałam i
posłałam szatynowi czarujący uśmiech. Jeszcze kilka razy obejrzałam się w
lustrze.
- Możesz sprawdzić na metce
ile kosztuję?- poprosiłam chłopaka. Ten po chwili wykonał moje polecenie.
Słysząc cenę tej sukienki oniemiałam.
- Uuhhh jest za droga. –
Powiedziałam zrezygnowana. – Nie mam Tyle kasy, żeby kupić tą kieckę.
- Ja ci ją kupię. – powiedział
ochoczo chłopak.
- Nie Lou, dzięki, ale nie
chcę żebyś kupował mi ubrania. - dodałam
i jeszcze raz spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Ugghhhhh czemu ona musi
być taka droga….
- Kiedy masz urodziny ? –
zapytał po chwili z tajemniczym uśmiechem wymalowanym na twarzy.
- 4 kwietnia. – odparłam bez
namysłu.
- To to będzie spóźniony
prezent urodzinowy ode mnie. – powiedział.
- Ale .. –zaczęłam, ale mi
przerwał.
- Nie ma żadnego ale,
przebieraj się i idziemy do kasy.
- Dziękuję- powiedziałam i
namiętnie pocałowałam chłopaka.
- Takie podziękowania lubię
najbardziej – powiedział na co się
zaśmialiśmy. Po chwili już zmierzaliśmy w kierunku kas. Szatyn zapłacił za mój
nowy nabytek i ruszyliśmy szukać idealnych butów do kompletu. Po jakimś czasie wybrałam czarne szpilki, za które już sama zapłaciłam chodź
nie było to łatwe. Ale się udało.
Byłam bardzo zadowolona z
dzisiejszych zakupów. Powoli zmierzaliśmy w kierunku naszej ulubionej kawiarni jaką jest Starbucks.
- O nie… - jęknął Tommo.
- Co się stało?- zapytałam
zdziwiona.
- Odwróć się. – wyszeptał mi
do ucha. Natychmiast wykonałam polecenie
szatyna. To co ujrzałam przerosło
wszystko. Za nami wędrowało chyba z
miliard dziewczyn, a do tego paparazzi.
Ohhh no !
- I co teraz ? – zapytałam i
spojrzałam na twarz chłopaka, a potem na nasze splecione dłonie. – wszyscy się
dowiedzą i na pewno wasz menadżer nie będzie zadowolony.- powiedziałam.
- Prędzej czy później by się
dowiedzieli. Nie przejmuj się. – powiedział i posłał mi szeroki uśmiech. Jak tu
się nie uśmiechnąć.. hahah W końcu dotarliśmy do punktu kulminacyjnego,
czyli starbucks. Zamówiliśmy swoje kawy
po czym usiedliśmy na którymś z wolnych
stolików. Naszą rozmowę przerwał mój telefon. Jednym płynnym ruchem odebrałam
połączenie, nie patrząc kto dzwoni.
- Hallo?- powiedziałam do
mojego rozmówcy.
- Hej Kate, mam nadzieję, że
nie masz planów na wieczór?- zapytał ….
Martin.
- Raczej nie..-
odpowiedziałam
- To świetnie..- usłyszałam
jego rozradowany krzyk. O co może chodzić… hmmm?
- A o co chodzi?- zapytałam
niepewnie.
- Reachel, musiała wziąć
kilka dni wolnego i nie miałem nikogo na zastępstwo. Poprowadzisz dzisiaj grupę
zaawansowaną o 20. – powiedział zadowolony.
- Uhhh a może Jade ?-
zapytałam z nadzieją…
- Nie, ona powiedziała , że
ma ważną sprawę do załatwienia. Po za tym wolałbym , żebyś to była ty…
To widzimy się wieczorem.-
powiedział i bez zbędnych ceregieli zakończył połączenie. No tak nadzieja matka
głupich… czemu to muszę być ja.
- Co się stało kochanie ? –
zapytał Louis. Dopiero po jego słowach
powróciłam do świata żywych.
- Muszę dzisiaj wieczorem
poprowadzić zajęcia…- powiedziałam zrezygnowana i wzięłam łyk kawy.
- Szoda, myślałem, że gdzieś
wyskoczymy. – powiedział smutny.
- Ja też tak myślałam. –
powiedziałam.- Hmm…. A może pójdziesz ze
mną ?- zapytałam. Chłopak na moje słowa szeroko się uśmiechnął.
- Świetny pomysł. – musną
moje usta, na co cichutko się zaśmiałam.
- Zajęcia zaczynają się o 20,
więc tak 19:30 musielibyśmy już jechać. – powiedziałam.
- Okey. Pojedziemy moim
samochodem. – zaproponował.
- Tylko weź ze sobą dres,
będzie ci wygodniej.- dopowiedziałam i posłałam mu promienny uśmiech, który
odwzajemnił.
- Wracamy ?- zapytał Lou.
- Chcesz żeby wasze fanki
mnie zabiły samym wzrokiem to okey.- oboje się zaśmialiśmy na moje słowa. Po chwili już wychodziliśmy z lokalu i
zmierzaliśmy w kierunku mojego domu. Po
kilku minutach byliśmy już na miejsce.
- To widzimy się dokładnie za
godzinę. – powiedział szatyn.
- Taaaak- powiedziałam po
czym pocałowałam chłopaka i weszłam do domu.
- Jade, już jestem!- krzyknęłam. Po chwili
ujrzałam zbiegającą przyjaciółkę wraz z Li.
- o koga ja tu widzę.-
zaśmiałam się i ucałowałam chłopaka w policzek na powietanie.
- Kupiłam sobie idealną
sukienkę na Twoje urodziny. – powiedziałam.
- Uuuuuuu pokazuj ! –
Żebyście widzieli minę brunetki kiedy pokazywałam jej mój „prezent „ od Louisa.
- Nieziemska..- tylko tyle
zdążyła powiedzieć.
- No nie ?- zaśmiałam się, a
Liam wraz ze mną.
*
- Jadę do studia na zajęcia
Byeeee- krzyknęłam na odchodne do naszych słodkich gołąbeczków.
Zamykając drzwi usłyszałam
klakson samochodu. Odwróciłam się i ujrzałam Louis’a. NO tak. Powinnam się tego
spodziewać. Ohhh Kate załamujesz totalnie…..
- Hej- powiedziałam wsiadając
do dobrze mi znanego czarnego bmw.
- Heeej- powiedział po czym
musnął moje usta.- jedziemy ?
- Jasne – odpowiedziałam i z
piskiem opon ruszyliśmy w kierunku studia tanecznego.
Nim się obejrzeliśmy już
zmierzaliśmy do specjalnej szatni dla pracowników. Postanowiłam zabrać tam ze
sobą chłopaka. W końcu przyjechaliśmy tu razem. Weszliśmy do środka i ujrzeliśmy to co w
każdej szatni. Czyli kilka ławek oraz szafki na kluczyk. Zaraz zaczęliśmy się
przebierać. Na zajęcia ubrałam bordowe spodnie dresowe oraz białą bluzkę
odsłaniającą brzuch i do tego czarne
krótkie convers’y. Lou był ubrany podobnie do mnie.
- Kate ? Mogę wejść ? –
usłyszeliśmy zza drzwi.
- Jasne- krótko
odpowiedziałam. Po chwili w drzwiach zawitał Martin.
- Oooo kogo moje piękne oczy
widzą.- powiedział widząc Tomlinsona. – co cię tutaj sprowadza ?
- Przyszedłem z Kate na
zajęcia. – odpowiedział patrząc podejrzliwie na mężczyznę.
- yhymmm- krótko przytaknął.
– Yyy Kate, po zajęciach chciałbym chwilkę z tobą porozmawiać. Okey ? –
skierował swoją wypowiedź do mnie.
- Okey.- krótko odparłam i
wstałam z ławki.
- Udanego treningu. –
powiedział po czym zostawił nas samych. Po chwili również zmierzaliśmy w
kierunku Sali numer 7.
- Witam- powiedziałam do
bardzo dużej ilości osób zgromadzonej w pomieszczeniu, o której zaraz dołączył
mój „ niezwykle utalentowany „ chłopak.- Dzisiaj wyjątkowo ja poprowadzę, te
zajęcia. To jak gotowi ?- zapytałam
chodź odpowiedź była oczywista. Po
chwili na Sali rozległa się muzyka i zaczęłam pokazywać kroki.
*2
godziny później *
- Pamiętajcie, żeby na
następne zajęcia poćwiczyć kroki. Dziękuję, do zobaczenia. – powiedziałam na
odchodne.
Po chwili na obszernej Sali
zostałam tylko ja i szatyn. Zaraz po
Sali rozległ się głośny gwizd, wydobywający się z ust chłopaka.
- Uuhh Była pani świetna.
Jaszcze tak ładna i zgrabna.- powiedział i poruszał zabawnie brwiami. – zapewne
ma pani cudownego i równie przystojnego chłopaka.- dodał na co się
zaśmiałam. Powoli zbliżał się do mnie z
tajemniczym uśmiechem. – a mogłaby pani dać mi prywatne lekcje. – na te słowa
już nie wytrzymałam i oboje zaczęliśmy
się śmiać. Po chwili dodatkowo chłopak złączył nasze usta w namiętnym
pocałunku. Z niechęcią się od siebie oderwaliśmy i poszliśmy
w kierunku szatni. Błyskawicznie się przebraliśmy i już zmierzaliśmy ku wyjściu
kiedy przypomniało mi się, że miałam pójść do Martina.
- Lou, zaczekasz w
samochodzie, musze jeszcze iść na chwilkę? – zapytałam chłopaka.
- Jasne- musnął moje
usta i poszedł do auta. Ja w tym czasie
cofnęłam się do biura mojego szefa. Stanęłam pod drzwiami i po chwili niepewnie
zapukałam.
-Proszę….- usłyszałam i
zniknęłam za sosnowymi drzwiami……
--------------------------------------------------------
Hej, moi kochani !
Przybywam do was z nowym rozdziałem. ;-) Nie jestem co do niego przekonana, ale ocencie sami. Następny powinien sie ukazać w sobotę, lub niedzielę. ;-) proszę komentujcie to naprawdę motywuję. Kocham was i bardzo dziękuję za miłe komentarze. Do następnego.
Kate ;-)
Cudne, nie mogę doczekać się do soboty lub niedzieli (proszę żeby ukazał się w sobotę). Pozdrawiam i życzę weny do dalszego pisania :)
OdpowiedzUsuńCieszę się że Ci się podoba ;-) Postaram się wstawić następny w sobotę do południa. Dziękuję i wzajemnie ;-D
UsuńKate
Świetny rozdział. Czekam na nn.
OdpowiedzUsuń