- Dobrze. Na dzisiaj koniec.
Byliście świetni – powiedział Paul menażer chłopaków. – a mi miło było znów was
zobaczyć. – mówiąc to zwrócił się w moim i Jade kierunku.
- Nam również.-
odpowiedziałam.
- To widzimy się za tydzień .
– powiedział po czym udaliśmy się do wyjścia.
Pożegnaliśmy dość dziwną ze zmiennymi humorkami
recepcjonistkę i wyszliśmy na deszcz.
- Może pójdziemy do Nados ? –
zapytał Niall. No tak powinnam się tego spodziewać.
- Czemu nie też zgłodniałem.-
powiedział Harry.
- Czyli kierunek Nados.-
podsumował Liam. W dość szybkim tempie doszliśmy do ulubionej
restauracji Horana. Zamówiliśmy swoje jedzenie i usiedliśmy do jednego z
niewielu wolnych stolików.
- Macie dziewczyny jakieś
plany na weekend ? – zapytał po chwili Malik.
- Chyba nie…- powiedziałam
patrząc na Jade.
- Raczej nie …- odpowiedziała
zaraz po mnie.
- A co byście powiedziały na
mały wyjazd nad jezioro pod namioty ?- zaproponował Liam.
- Świetny pomysł- powiedziała
Swan.
- Zgadzam się z Jade-
powiedziałam.
- Czyli ustalone. –
podsumował Harry.
- Dokładnie. – powiedział
Nialler. Po niezwykle długiej chwili oczekiwania kelnerka przyniosła nam nasze
zamówienia.
- Niall… Ty to wszystko zjesz
? – wykrztusiłam z siebie widząc porcję
jedzenia jaką zamówił. To chyba by starczyło
dla armii.
- No…a nie wierzysz ? –
zapytał z błyskiem w oku i tajemniczym uśmiechem.
- Przecież my wszyscy razem byśmy tego nie zjedli.-
dołączyła się panna Swan.
- No wiecie… dzisiaj zamówił
stosunkowo mało..- zaśmiał się Tommo.
Żebyście widzieli nasze miny. Zapewne były bezcenne. No cóż….to był dla
nas szok.. Po zjedzonym obiedzie postanowiliśmy wrócić do domu. Wsiedliśmy do busa chłopaków i ruszyliśmy w
stronę naszych mieszkań. W sumie droga minęła nam bardzo szybko i zanim się
obejrzeliśmy już byliśmy na miejscu.
Wraz z moją przyjaciółką pożegnałyśmy się z chłopcami i wysiadłyśmy z
auta. Weszłyśmy do naszego domu i od
razu udałam się do swojego pokoju.
Rzuciłam się na łóżko i głęboko westchnęłam. Bardzo się cieszę, że
pojedziemy z chłopcami pod namioty. Niestety to ostatni wspólny weekend z nimi,
ponieważ później mają dwutygodniową trasę koncertową. No cóż w końcu to ich
praca. Nie mam ochoty się z nimi rozstawać, ale trudno. Jakoś będziemy musiały
to przeżyć z Jade. Dobrze, że przynajmniej ona zostaje na miejscu. Po kilkuminutowym leżeniu i rozmyślaniu ,
leniwie oparłam się o łokcie i sprawdziłam godzinę w telefonie. Dochodziła 17,
trochę długo tu leżałam. Heh, ja to jak zwykle mam wyczucie czasu. W końcu podniosłam się i wyszłam z sypialni.
Skierowałam się schodami prosto do kuchni. Na dole było cicho jak makiem
zasiał. Ani żywej duszy. Weszłam do pomieszczenia i sięgnęłam do lodówki po mój
ulubiony sok pomarańczowy. Nalałam sobie
pełną szklankę i od razu upiłam kilka sporych łyków. Zauważyłam małą różową
karteczkę, leżącą na blacie. Bez zastanowienia sięgnęłam po nią i zatopiłam się
w jej treści. Okazało się , że panna
Swan wyszła do kina wraz z Li. To dlatego
jest tak cicho. Hmmm.. co ja teraz będę
robić. W końcu mój wybór padł na
telewizor. Wygodnie rozsiadłam się na kanapie i zaczęłam po kolei przełączać
programy. Nie było nic ciekawego. Po kilku minutach zostawiłam na jakimś
serialu. Nawet nie wiem w którym momencie usnęłam. Obudził mnie natrętny
dzwonek w telefonie. Sięgnęłam ręką na przezroczysty, szklany stolik, gdzie
spoczywał mój iPhone. Nie patrząc nawet kto dzwoni odebrałam połączenie.
- Halo ?- powiedziałam do
mojego rozmówcy.
- Hej, co robisz ? –
usłyszałam dobrze mi znany męski głos.
- Hej, właśnie mnie
obudziłeś, ale pomijając to, to się nudzę. – odpowiedziałam i przeniosłam się
do pozycji siedzącej, po czym wyłączyłam ciągle grający telewizor.
- To może gdzieś wyjdziemy ?
– zapytał.
- Okey, pójdę się tylko
przebrać. Do zobaczenia- powiedziałam i zakończyłam połączenie. Wstałam z
kanapy i udałam się do swojego pokoju. Ubrałam
brzoskwiniowe rurki, kremową koszulę i
bordowe, wysokie convers’y. Kilka
razy przejrzałam się w lustrze, zabrałam telefon wraz z szarą torbą i zeszłam
po schodach na dół. Akurat przemierzając ostanie stopni usłyszałam dzwonek do
drzwi. Uśmiechnęłam się pod nosem i poszłam otworzyć.
- Hej- powiedziałam do
szatyna stojącego prze de mną z śliczną czerwoną różą.
- Hej- powiedział i musnął
moje usta.- to dla ciebie- podał mi pięknego kwiatka.
- Dziękuję. Jesteś kochany. –
odpowiedziałam wpuszczając chłopaka do salonu.
- To gdzie idziemy ? –
zapytałam, wkładając kwiata do białego wazonu. Spojrzałam w stronę Tomlinsona, który
zawzięcie o czymś myślał. Usiadłam koło niego na kanapie i spojrzałam
wyczekująco.
- Może pójdziemy….. nad Tamizę ? – zaproponował.
- Świetny pomysł. –
odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy. Wstaliśmy z kanapy, zamknęłam za nami drzwi i
spacerkiem udaliśmy się nad rzekę.
- To o której mamy się jutro
u was stawić ? – zapytałam i spojrzałam na chłopaka.
- O 20 zaczyna się impreza. –
odpowiedział.
- Będzie dużo ludzi ?-
zapytałam ponownie.
- Troszkę.- zaśmiał się- nie
masz się czym martwić. – powiedział i ucałował mnie w policzek. Po kilku
minutowym marszu dotarliśmy do celu. Oparłam się o barierkę i spojrzałam w
wodę. Zdążyło się już ściemnić więc oświetlały nas tylko latarnie i
okoliczne tabliczki neonowe.
- Ale tu jest pięknie-
powiedziałam rozmarzonym głosem i przymknęłam oczy. Poczułam lekki powiew
wiatru na twarzy.
- Taaak- odpowiedział Lou z
uśmiechem. Otworzyłam oczy i odwróciłam się twarzą do szatyna .
- Co ja bez ciebie zrobię
przez te dwa tygodnie. ?- zapytałam ze smutkiem.
- Ej, uśmiechnij się. –
powiedział i mnie objął.- damy radę.- dodał po chwili. – to tylko dwa tygodnie.
- To Aż dwa tygodnie. –
zaśmiałam się a Louis wraz ze mną.
- Masz rację, ale będziemy
codziennie gadać, więc nie będzie tak źle. – powiedział z uśmiechem. – Wracamy
? – zapytał i podał mi swoją bluzę którą natychmiast założyłam.
Pokiwałam twierdząco głową i ruszyliśmy w kierunku skąd
przyszliśmy. Droga powrotna zajęła nam
trochę czasu, przez nasze częste wygłupy. Z tym chłopakiem u boku nie da się
normalnie funkcjonować. Po jakiś dwóch
godzinach dotarliśmy pod mój dom. Z niechęcią się pożegnaliśmy i weszłam do
domu. Mojej przyjaciółki jeszcze nie było. Spojrzałam na godzinę.
Dochodziła 24. Trochę nam ten spacer
zszedł. No tak, jak jesteś w dobrym towarzystwie to czas leci niezwykle szybko.
Po chwili poszłam do swojego pokoju.
Wzięłam gorącą kąpiel, ubrałam swoją prowizoryczna piżamę, czyli krótkie dresowe spodenki i biały top. Po chwili już opatulona kołdrą udałam się do
krainy morfeusza…
*
Obudził mnie dzwoniący
telefon. Zaczęłam szukać go wśród
pościeli, aż w końcu natrafiłam na owy przedmiot. Jednym, zwinnym ruchem
odebrałam połączenie.
-Halo ?- powiedziałam
zaspanym głosem do słuchawki.
- Hej, słońce. – usłyszałam rozweselony głos mojej
rodzicielki.
- Hej, mamo. Czemu budzisz
mnie w środku nocy ?- zapytałam i spojrzałam na budzik. Wskazywał 6 rano.
- Oj,. Przepraszam,
zapomniałam o strefach czasowych – zaśmiała się.
- Oh, nic się nie stało. –
odpowiedziałam i podniosłam się do pozycji
siedzącej.
- Co tam u was ?- zapytałam/
- A wszystko dobrze. Lepiej
opowiadaj mi co to za młodzieniec z którym się spotykasz- zagaiła.
- Ahhh już wiecie ?-
zapytałam.
- Trudno,. Żebyśmy o tym nie
słyszeli.- powiedziała.
- A więc….- zaczęłam opowiadać
o tym jak się poznaliśmy do teraz. Moja mama bardzo się ucieszyła, że w końcu
sobie kogoś znalazłam. W dodatku zaraz po trasie Louis’a zaprosiła nas do
Polski. Po dość długiej rozmowie z rodzicielką
poszłam do łazienki. Wykonałam codzienną toaletę i poszłam się ubrać.
Ponieważ nie miałam w planach nigdzie
wychodzić aż do imprezy Liam’a założyłam bordowe dresy, liliowy top, a na to troszkę za dużą dresową
bluzę. Zabrałam swojego iPhona i zeszłam
na dół. Przechodząc obok pokoju Jade, dało się usłyszeć pochrapywanie. Ahh ta
zwariowana Jade. Poszłam do kuchni i
wstawiłam wodę na kawę. Usiadłam na
blacie kuchennym i zaczęłam bawić się telefonem. Po chwili rozległ się dźwięk
gotującej się wody. Natychmiast zalałam sobie kawę. Wraz z parującym kubkiem poszłam do salonu gdzie włączyłam telewizor
na jakimś programie śniadaniowym. Zamiast skupić się na oglądanym kanale
myślami odbiegałam daleko stąd. Po dwóch
kawach później do salonu zawitała moja zaspana
współlokatorka.
- Hej- powiedziałam. – co zjesz na śniadanie?- zapytałam.
- Hmmm, cokolwiek.- odparła i
usiadła na blacie w kuchni. Ja zabrałam się za robienie kolorowych kanapek.
- Masz co założyć na urodziny
Payn’a ?- zapytałam krojąc chleb.
- Tak, byłam ostatnio z nim
na zakupach. A ty ?- zapytała.
- Tak. Lou mi znalazł
idealną. – odparłam z uśmiechem.
- A na którą w ogóle mamy
iść. ?
- Na 20 –
odpowiedziałam.-mamy jeszcze trochę czasu. Jest dopiero 13.05.
- Ołłłłłł długo mi się
pospało.- zaśmiała się brunetka.
- Wolę nie wiedzieć co
zrobiliście.- zaśmiałam się. Położyłam
gotowe śniadanie na stole i od razu się na nie rzuciłyśmy. Teraz mogłyśmy
zobaczyć jak bardzo doskwierał nam głód….
-----------------------------------------------
Heeeeeej ;-)
Przybywam dzisiaj z nowym rozdziałem. Chyba nie wyszedł najgorzej, ale ocencie sami. ;-)
Nie jestem w stanie teraz wam powiedzieć czy rozdział pojawi się za tydzień w weekend, ponieważ jadę na szkolenie, więc sami rozumiecie. ;-) Postaram się zrobić wszystko co w mojej mocy, aby pojawił się jak najszybciej.
;-D Proszę komentujcie, bo to bardzo motywuje do dalszego pisania i powoduje szeroki uśmiech na mojej twarzy. ;-)
Wysztarczy, że napiszecie jeden wyraz, a dla mnie to wiele znaczy. ;-) Do następnego, buziaczki Kate.
;-D
Świetny rozdział. Już nie mogę się doczekać następnego. Błagam dodaj jak najszybciej.
OdpowiedzUsuń